Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miejsca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miejsca. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 20 maja 2013

Dolina Śmierci


Spec Ralph:
Dolina, to obszar bezodpływowej depresji na pustyni Mojave, w południowej części stanu Kalifornia. Najniżej położony punkt znajduje się 86m p.p.m., stanowiąc największą depresję na kontynencie Ameryki Północnej. Dolinę otaczają pasma górskie Panamint (3368m n.p.m.) oraz Amargosa. Klimat zwrotnikowy, suchy, opady nie przekraczają 50mm rocznie. Najbardziej suche miejsce USA, temperatura dochodzi do 560C, wilgotność względna nie przekracza 1%. Powierzchnia: 8374km2, długość 225km, szerokość od 8 do 25km.

Tropiciel Pablo Donnavan:
Słyszałeś tego pojeba? Jakby referat wygłaszał. No, ale podstawy już znasz. Dolinka leży na pustyni Mojave, nie przesłyszałeś się. Tak, jest niedaleko Vegas.  Dasz skończyć? Dziękuję. Przed Wojną, Dolina była parkiem narodowym i pomnikiem przyrody, czy jakoś tak. Uważano, że ta patelnia, to niezwykłe dzieło rzeźbotwórczych ruchów ziemi, ale jeśli chodzi o tą rzeźbę to pytaj lepiej Ralpha, tego w goglach. Podczas Wojny, pustynia zbytnio nie ucierpiała. Było tam za gorąco, więc wojskowi nie mieli tam żadnych baz. Ale w czasach po Wojnie, pogoda zachowywała się jak dziwka. To deszcze, to upały, to śnieżyce. Problem z tą pustynią jest taki, że to właśnie tam to wszystko się kumuluje. Wychodzą czasem naprawdę dziwne połączenia, np.: z kumplem raz widzieliśmy jak śnieżyca spotkała się z tornadem. Wyszło coś jak wywrócona bebechami na zewnątrz sokowirówka, strzelająca gradem wielkości pięści. Ale najczęściej jest tam po prostu cholernie gorąco. Dolina jest wypełniona wypaloną, zasoloną skorupą. Woda jest też zasolona, czyli niezdatna do picia. Mafiosi z Vegas lubią tam wysyłać tych, którzy im podpadną. Przywiązują cię do słupa i robią zakłady: zdechniesz z pragnienia czy się usmażysz żywcem? Zawsze może nadejść jakaś burza, a że będziesz raczej najwyższym punktem to pierdolnie cię piorun. Kiedyś nazywali to miejsce Badwater. Teraz to jest Las. Las pali i resztek trupów rozszarpanych przez miejscowe zwierzęta. Niedaleko jest też Devils Court, Pole Diabła. Wysychające jezioro pozostawiło ciekawe formacje soli. Wyglądają jak sześciany o boku 2m, a ścianki są zbudowane z skrystalizowanej soli, która jest bardzo ostra na brzegach. Tam udają się niektórzy handlarze soli, ale trzeba wziąć spory zapas wody i jakieś kilofy, bo sól nie schodzi łatwo. Na zachodnich stokach Panamintu stoi również willa. Dawniej to się Zamek Scotty’ego zwało, ale przez te wszystkie lata był to przytułek dla wszystkich bandziorów, jacy grasowali przy Vegas. Oczywiście budynek to już ruina, ale nadal można się tam schronić przed szalejącą pogodą. Przejdźmy teraz do flory. Rośliny, młotku, nie masło Flora Pro Activ. Hmm… Roślin jest mało. Większość to wysuszone krzewy i uschnięta trawa, czasem zdarzy się spalone słońcem drzewo.
Różnorodność szaty roślinnej nie istnieje, ponieważ niewiele powojennych gatunków roślin może przetrwać w takich temperaturach. Głównie mchy, ale z tego nie da się zrobić żarcia, nie? Niedaleko Badwater, w pasmach gór, znajdują się przeróżne kaniony i formacje skalne. Idealne miejsce na obóz, osłonięte od wiatru, deszczu i śniegu.  Znajdziesz też tam więcej drobnej roślinności, co będzie umożliwiało zdobycie trochę słodkiej wody. Przejdźmy teraz do fauny. Tak, mówię o zwierzętach. W sumie ciężko coś tam znaleźć. Ale podstawą są roślinożerne owce, kiedyś zwane kanadyjskimi. Tak twierdzi Ralph. Żywią się mchem, porostami i karłowatymi krzewami. W wyniku promieniowania zrobiły się odrobinę mniejsze, ale za to ich rogi się wydłużyły i skierowały w przód. Mięso tych owiec jest bardzo soczyste i bogate w białka. Populacje prowadzą wędrowny tryb życia i nigdy nie wchodzą na tereny Badwaters. Żyją tam również mulaki, takie większe jelenie. Te zwierzęta nie potrzebują dużo wody do życia, ale ich liczebność jest niewielka. Bardzo sprawnie poruszają się po skałach. Można też tam znaleźć jaszczurki i jakieś robaczki, ale to mało pożywne gówno. Jedyne drapieżniki jakie tam żyją to kojoty i pumy górskie. O ile pumy żyją głównie w górach otaczających Badwaters i tylko czasem schodzą zapolować na mulaki, to kojoty włóczą się po całej Dolinie Śmierci. Często można je usłyszeć jak wieczorami wyją i szczekają. Polują na wszystko  co się rusza, a w czasach okropnego głodu dopuszczają się również aktów kanibalizmu na najsłabszych członkach stada. Radiacja i przetaczające się po kraju choroby sprawiły, że nawet ugryzienie może być bardzo niebezpieczne. Trzeba natychmiast odkazić ranę, a najlepiej jeszcze się przebadać.  Kojoty są małe i niezbyt silne, ale podróżują w dużych grupach. Pumy są za to samotnikami, wspaniale się skradają, są silne i szybkie. Mają czuły słuch i dobrze utrzymują równowagę na skałach. Promieniowanie sprawiło, że lepiej widzą w ciemności, a ich żołądki mogą  trawić niemal wszystko. W razie potrzeby jedzą nawet łodygi krzaków. Wspominałem też o Devils Court. Ale to chyba lepiej wytłumaczy Ralph.


Spec Ralph:
Jest dosłownie sam środek wyschniętego słonego jeziora Badwaters, temperatura żadko spada poniżej 47oC. Dno jest pokryte formami krystalicznymi zbudowanymi z zaschniętej ziemi oraz kryształków Na+Cl-, czyli soli. Formacje te mają kształt stożków o bardzo otrych krawędziach, są niezwykle twarde. Miejsce to jest niezwykłe ze względu na nietypową kulturę indian Shorouki. Jest to miejsce obrządków religijnych, tam również odbywa się rytuał dojrzewania. Szaman zadaje pytanie „Ne hinni?” – „Kim jesteś?”. Bardzo ciekawa kultura moim zdaniem. Jeśli dożyjesz podróży do Pola Diabła to na pewno zobaczysz totemy indian. O ile nie natrafisz na jakiś obrządek to przeżyjesz. Sami indianie żyją za południową granią gór otaczających Dolinę. Indianie…

Tropiciel Pablo Donnavan:
Ale nudziarz, nie? U Indian nie ma czego szukać, no chyba że lekarstw. Ale nie radzę z nimi zadzierać.


Najniższy poziom testów Zdobywania Wody w górach to Bardzo Trudny. W Badwaters jest już Cholernie Trudny. Wodę można zdobywać tylko w nocy. Na terenie Badwaters i Devils Court nie można się schować w dzień bez specjalistycznego maskowania. W górach poziom testów idzie od Trudnego w górę. Testy wypatrywania w dzień są łatwiejsze o jeden stopień. Jeśli bohater, po ugryzieniu przez kojota , nie otrzyma pierwszej pomocy na poziomie Bardzo Trudnym, a następnie Leczenia Chorób na poziomie Trudnym, to losuje dodatkową chorobę z podręcznika podstawowego. Jeśli wylosuje tą samą chorobę, na którą cierpi, to przechodzi w następny stan chorobowy. Zamiast Alergi jest szczęście, w postaci braku zakażenia. Mistrzowi zaleca się opisywanie różnych zjawisk pogodowych. Zwierzęta powinny być bardzo czujne. Najlepiej poruszać się samochodem, ale gdy zabraknie paliwa...


sobota, 2 kwietnia 2011

Princeton




Malutkie miasteczko niedaleko wybrzeża. Z pozoru nic szczególnego. Jednak tak naprawdę jest to jeden wielki uniwersytet i okalający go kampus.
Tak! Witamy w Princeton, najważniejszym ośrodku badawczym powojennych Stanów! Uniwersytety w Nowym Jorku i w Chicago zostały zniszczone, a to co odbudowano jest tylko cieniem dawnej świetności. Stanford zajął się destylacją dragów dla Vegas. A my nadal kształcimy najlepszych naukowców! Czarno-pomarańczowe uniformy są naszym znakiem rozpoznawczym. Jeżeli spotkasz kogoś tak ubranego – wiesz, że masz przed sobą jednego z najlepszych speców. Szukasz chemików, którzy zrobią Ci tonę leków albo dragów? Daj nam tydzień. Nie masz pojęcia, co zrobić po ataku jadowitego węża? Wpadaj do nas. Chcesz się nauczyć czegoś? Zapraszamy!

Historia Uniwersytetu
Gdy spadły bomby, Princeton, dostał mocną dawkę promieniowania. Wybuch atomówki nad Trenton, wybuch elektrowni w Salem... Chmurę popromienną jednak szybko zwiało w stronę morza, a ogólne skażenie było niewielkie. Większość budynków pozostała nienaruszona, jednak ataki gangerów poczyniły masę szkód, w tym zburzenie Katedry Uniwersyteckiej. Wtedy też Alan Stuart Blinder, 80letni profesor ekonomii z Princeton, stanął na czele grupy odbudowującej Uniwersytet. Zebrał innych profesorów oraz studentów i rozpoczęli prace. Po blisko 10 latach doprowadzili kompleks do dzisiejszego stanu. W międzyczasie profesor Ślepiec umarł, a władzę przejęło kolegium uniwersyteckie. Gdy prace się zakończyły, zaczęli zjeżdżać tu wykładowcy z całego kontynentu, ciągnięci renomą Princeton i dobrymi zarobkami... Nie było ich wielu, ale dla odbudowania podstawowego wykształcenia – wystarczająco.
Pierwsze lata istnienia uniwersytetu skupiały się głównie na przekonaniu Prezydenta Collinsa do wysłania armii do ochrony kompleksu. Nastąpiła transakcja wiązana – NY daje żołnierzy, a Princeton dostarcza specjalistów i gamble. Umowa prosta, przyjemna dla obu stron...
I tak trwamy. Dlatego jeżeli chcesz się uczyć na uczelni z przedwojenną tradycją – płać i wchodź.

Studenci
Chciałbyś zostać naszym studentem? Nie jest to trudne. Są dwie drogi. Pierwsza z nich to być dzieckiem któregoś z profesorów... Tak, wiemy, że większość ludzi jest bezpłodna. Dlatego dla Ciebie została druga możliwość: wpłacić 300 gambli za nauki. Wybierasz sobie kierunek, a jeden z profesorów zajmuje się twoją edukacją. Drogo? Ale za to się czegoś uczysz!


Pakiety Wiedzy Ogólnej
(każdy kosztuje 5 punktów umiejętności przy tworzeniu postaci)
Inżynier: Matematyka, Fizyka, Ekonomia, Protetyka
Przyrodnik: Biologia, Chemia, Chirurgia,
Socjolog: Historia, Geografia, Języki
Humanista: Literatura, Psychologia, Filozofia

Umiejętności Wiedzy Ogólnej (działanie jako oddzielna umiejętność i umiejętności, które wspomaga):
Matematyka – umiejętność ta pozwala na dokładne liczenie gambli, szacowanie na jak długi czas starczy jedzenia lub wody, liczenie naboi w magazynku, itp.
Umiejętności, które wspomaga: brak

Fizyka – umiejętność, która pozwoli Ci na obliczanie trajektorii lotu pocisku artyleryjskiego, ułatwi zrozumienie sposobu działania maszyny, itp.
Umiejętności, które wspomaga: Mechanika, Elektronika, Wyrzutnie, Łuk, Kusza, Karabiny(przy strzałach snajperskich)

Ekonomia – ludzie z Princeton mający tą umiejętność są genialnymi handlarzami. Potrafią na oko ocenić wartość towaru, pozwala na osiąganie niższych cen u handlarzy, daje wiedzę o stawkach handlowych w Stanach
Umiejętności, które wspomaga: Znajomość terenu(handel), Pakiet Negocjacje (handel),

Protetyka – umiejętność służąca do instalowania cybernetycznych wszczepów i ich naprawy.
Umiejętności, które wspomaga: Mechanika, Elektronika (tylko testy wszczepiania cybernetyki)

Biologia – nie ufaj żadnemu medykowi bez tej umiejętności! Pozwala na rozpoznawanie roślin i zwierząt, odpowiada za wiedzę o chorobach i funkcjach życiowych organizmów
Umiejętności, które wspomaga: Pakiet Medycyny, Znajomość terenu(rośliny i zwierzęta),

Chemia – podstawowa umiejętność dla wszelkich chemików i ludzi grzebiących w mutantach. Pozwala na określanie rodzaju i/lub składu danej substancji, tworzenie leków i narkotyków, rozpoznawanie i tworzenie materiałów wybuchowych...
Umiejętności, które wspomaga: Materiały wybuchowe

Chirurgia – dodatkowa umiejętność do pakietu Medycyny, używana podczas akcji poważniejszych niż opatrzenie rany i założenie opaski uciskowej. Wszelkie amputacje (i przyszywanie tego, co odcięte), wyjmowanie pocisków lub odłamków granatu z ciała... Oraz razem z Protetyką odpowiada za przyczepianie cybernetyki.
Umiejętności, które wspomaga: Mechanika i Elektronika (przy testach wszczepiania cybernetyki), Pakiet Medycyny (bez Leczenia Chorób)

Historia – odpowiada za wiedzę o czasach przed wojną, a jeżeli jesteś prymusem, to nawet z XX wieku! Pozwala na używanie manewrów taktycznych dawnych generałów, wygłaszanie mów godnych zapomnianych prezydentów...
Umiejętności, które wspomaga: Zdolności przywódcze (manewry), Negocjacje (mowy)

Geografia – czyli: gdzie jest to cholerne Vegas i dlaczego Hegemońce są takie opalone? Umiejętność ta da ci możliwość poruszania się po Stanach na pamięć, bez mapy. Wiesz, gdzie przed wojną były największe ośrodki przemysłowe. O każdym z większych miast umiesz coś powiedzieć. Zdajesz sobie sprawę z długości dnia i nocy, umiesz określać swoje położenie na podstawie obserwacji nieba... Chcesz być dobrym przewodnikiem? Ucz się!
Umiejętności, które wspomaga: Znajomość terenu, Wyczucie kierunku

Języki – do czego Ci ta umiejętność? Pójdź do San Francisco. Tam już Cię żółte dzieci słońca wyszkolą...
Umiejętności, które wspomaga: brak. Co najwyżej jej brak utrudnia kontakty z mniejszościami...

Literatura – ok. Ta umiejętność to miód dla fanatyków. Nigdy nie wiesz, do czego może się przydać wiedza z książek.
Umiejętności, które wspomaga: praktycznie wszystkie niebojowe. Zależnie od znanych bohaterowi pozycji...

Psychologia – dobry (a raczej zły) psycholog potrafi zmanipulować każdego. Mało kto wie, ile da się wyczytać z jego postawy, tembru głosu, sposobu mówienia...
Umiejętności, które wspomaga: Postrzeganie emocji, pakiet Negocjacji, Blef... w skrajnych przypadkach nawet Odporność na ból.

Filozofia – być obiadem mutka, albo być obiadem ludożercy... Oto jest pytanie! Posiadanie tej umiejętności warunkuje lepsze kontakty z wszelkimi sektami, kultami itp. Po prostu: jeżeli wydałeś punkty na tą umiejętność, to i tak masz zdrowo nasrane we łbie. Dlatego znajdziecie wspólny język.
Umiejętności, które wspomaga: Negocjacje(sekty). A może istnieje jeszcze jakaś inna umiejętność, której istnienie warunkowałoby wspomaganie przez tą umiejętność?



Pochodzenie: Uniwersytet Princeton (+1 do Sprytu)
A więc rodzice wysłali Cię do nas? I masz się u nas uczyć? To pewnie masz bogatych starych. Tutaj każdy jest albo z bogatej rodziny, albo ma w sobie krew któregoś z wykładowców. Dlatego się ucz, bo ludzie stąd będą tworzyć elity nowego społeczeństwa OSA (Odbudowanych Stanów Ameryki). Przynajmniej tak twierdzi kolegium.

Prymus
No brawo... Ukończyłeś Princeton z wyróżnieniem. Przed tobą otwarty świat. Rób, co chcesz, ale moim zdaniem gówno sobie poradzisz w tym świecie.
Wybierasz sobie jeden pakiet Wiedzy Ogólnej. Otrzymujesz go od razu na poziomie 4. Jeżeli dodatkowo wybierzesz Wykształcenie z Profesji Spec -> ten pakiet skacze do 5.

Pojętny
No i fajnie. Opuszczasz Princeton. Co się tak szczerzysz? Nie jesteś jedyny... Pieprzysz! W 3 miesiące nauczyłeś się wszystkiego, co chciałeś? Pewnie mało chciałeś...
Na początek nie dostajesz żadnych bonusów. Jednak później wszystkie umiejętności Technika (nawet jeśli nie wybrałeś tej specjalizacji) są tańsze o 40%. Z Technikiem to jest 60%! Zaiste... Szybko się uczysz...

Włazidupiec
Kumple mówią na Ciebie różnie... Lizus, włazidupa, wkrętak... Po prostu nikt nie umie tak się wkupiać w łaski ludzi, jak ty... Szkoła nie zawsze uczy dobrych rzeczy...
Zawsze, kiedy się podlizujesz, możesz zwiększyć swój Charakter o 2. Dodatkowo wybierz sobie jeden podpakiet Wiedzy Ogólnej. Masz go na 1 od początku. Coś tam musiałeś umieć, żeby się podlizywać.

Kasiasty
Znasz to uczucie, gdy wszyscy się do Ciebie przymilają bo masz kasę? Całą budę się broniłeś przed hienami. Ale umiesz więcej.
Podczas tworzenia postaci, otrzymujesz dodatkowe 150 gambli do rozdzielenia między umiejętności ze specjalizacji Technika i Spryt. Zgodnie z cennikiem, czyli kupujesz 1 punkt Sprytu za 50 gambli, a jeden punkt umiejętności za 20 gambli. Jeszcze jedno. Dla Ciebie początkowe ograniczenie wykupowanego Sprytu to 16. Niewykorzystane gamble przepadają (nie mogą zostać przeniesione do dalszych kroków).

Bunkier Braci Brown

To było klasyczne spotkanie na środkowych pustyniach. Jedna grupa spokojnie sobie wędruje, gdy nagle słychać serię i wędrująca grupa pada na ziemię.

Jeden z nich jednak przeżywa. Jest on jednym z najlepszych indiańskich przewodników w tej części Stanów. Spośród innych przedstawicieli tej profesji, poza nadludzkim wyczuciem kierunku, wyróżnia go umiejętność udawania trupa. Gdy chce, przestaje oddychać, jego serce zwalnia do 2-3 uderzeń na minutę, a krew powoli odpływa wgłąb ciała. Tak też robi teraz. Rozrywa swoje ubranie, plami je krwią najbliższej z ofiar i ukrywa się pośród ciał.
Po kilku minutach na miejsce rzezi wchodzi dwoje ludzi. Indianin wsłuchuje się w odgłos kroków. „Prawdopodobnie dwóch wysokich mężczyzn, w ciężkich butach, jeden kuleje. Idą pewnie, nie spodziewają się pułapki. Ciągną za sobą jakiś czterokołowy wóz, prawe tylne koło nie dotyka podłoża” myśli. Przybysze nie wymieniają żadnych uwag, poruszają się zgodnie z wyuczonym schematem. Słychać szum piasku pod ciągniętymi ciałami potem głuchy odgłos uderzenia w drewniany wózek i skrzypnięcie osi. Po jakimś czasie docierają do niego. Podnoszą go i rzucają na wóz. Indianin z trudem tłumi jęk. W czasie, gdy bierze zasłużony oddech, na jego plecach ląduje następne ciało. Pod sobą czuje smród jednego z ludzi, których prowadził. Powoli otwiera jedno oko. Widzi ciało grubego handlarza, który starał się dotrzeć do Kansas. Wóz rusza. Grubas charcze, a z jego ust wylewa się strużka krwi. Słyszy płytki oddech tamtego, przerywany spazmami, które jednak nikną w terkocie kół o kamienistą pustynię.
Mijały godziny, a wózek cały czas równym tempem przemierzał bezdroża. W międzyczasie spazmy ustały, a krew zaczęła krzepnąć. „I znowu jestem sam” zaśmiał się w duchu. Indianin zauważył, że kamienie stopniowo ustępowały miejsca piachom. Kierowali się więc na zachód. Zapadł zmierzch. Niedługo potem wóz się zatrzymał. Słychać było jakiś syk i zgrzyt metalu o metal. Na chwilę zapadła cisza, którą przerwał piskliwy głosik.
- Co tak długo, patafiany?! - skrzeczał.
- Uh... Jedzenie strzelić do Bruno. Bruno musieć iść wolno, wolno – odpowiedział mu basowy głos jednego z dryblasów. „Jedzenie?! Kim, o Wielki Manitou, są te bestie?!” zakrzyknął w duchu indianin.
- I Barney iść za wózek i zacierać ślady, tak jak ty uczyć! - dumnie wyrzekł drugi.
- Tumany... Włazić do środka!
Wóz wtoczył się przez metalowy próg, potem ponownie zabrzmiał syk i znajomy zgrzyt. Teraz Indianin był już pewny, że to metalowe drzwi. Wózek przeciągnęli do jakiejś windy. Zjechali na dół. Gdy otworzyły się drzwi, jego ciało ogarnął chłód. Ruszyli. Po 10 metrach zsunęli trupy i Indianina. Gdy tylko usłyszał zamykające się drzwi, szybko się zerwał. Teraz był już pewny: wylądował w wielkiej lodówce. Wszędzie wokół niego leżały trupy. Każdy z nich miał kilka ran postrzałowych, niektórym brakowało kończyn. Bał się. Wiedział, że jeżeli spróbuje użyć windy, spotka się to z gorącym przywitaniem na górze.
Winda znowu rusza. „Jadą po mnie” myśli i staje w pozycji bojowej. Jego broń i rzeczy albo zostały na pustyni, albo zostały zabrane przez tych goryli. Po krótkim namyśle chowa się po lewej stronie drzwi. Gdy otwierają się, widzi tylko jeden cień. Mija go niski chuderlak. Indianin uśmiecha się pod nosem. Nie jest potężnie zbudowany, w wiosce jego szczepu bywały większe dzieci. Zauważa wielki tasak przy pasie przeciwnika. Jego pierwotnym planem było od razu uciec windą, jednak odkrył sposób na łatwe zdobycie broni. Powoli skrada się za kanibalem. Obserwuje jak tamten kuca przy jednym z trupów. Rzuca się na niego, jednak chuchro zdołało go usłyszeć. Chudzielec uchyla się. Przewraca go impet uderzenia, jednak jego prawa ręka nadal jest wolna. Upadają razem na ziemię. Kanibal odczepia tasak. Indianin próbuje go unieruchomić, jednak wróg jest szybszy. Tasak z łatwością rozcina ramię. Krzyk bólu. Potężne uderzenie obezwładnia mniejszego z walczących. Indianin podnosi broń zdrową ręką. Krew kapie na podłogę, gdy niedoszła ofiara stara się opuścić chłodnię. Wjeżdża na górę. Stara się sobie przypomnieć drogę od wejścia do windy. Obserwuje potężne ściany. Odnajduje wejście. Nie ma żadnego przycisku, dźwigni. „Tego szukasz?” śmieje się chuderlak, wymachując pilotem. „Jestem Bernard Brown.” dopowiada. W tym momencie dwie pary diabelsko silnych rąk łapią Indianina. „A to Bruno i Barney, bliźniacy i moi bracia. Tumany, ale bardzo pomocne. Nie wiem, jak to się stało, że przeżyłeś ich atak, ale niedługo naprawimy i ten błąd...”
Ostatnie co widział, to uśmiechnięta twarz Bernarda Browna.
Ostatnie, co słyszał, to jego śmiech.
Ostatnie, co poczuł, to silne uderzenie w skroń.

Nie wszystkie bajki o dobrym Indianinie dobrze się kończą.






Bunkier Braci Brown(BBB):
Bracia Brown mieszkają w wojskowym bunkrze znajdującym się na terenie zniszczonej bazy wojskowej. Po atakach z początku wojny, tylko ten jeden bunkier nadawał się do użytku. Gdy znaleźli go bracia, był pełen szkieletów żołnierzy. Brown przeczesali całą bazę, wybrali co potrzebniejsze rzeczy i zamieszkali w bunkrze. Wtedy jeszcze... normalnie się odżywiali. Jednak parę lat spędzonych we względnym spokoju bunkra zmienił ich całkowicie. Coś im odwaliło. Nie wiem, czy to radiacja, czy odosobnienie. Ale lepiej ich omijaj.
Sam bunkier składa się z 3 poziomów:
  • Poziom 0, na poziomie gruntu, to część obronna. Jej jedyną częścią jest żelbetonowa konstrukcja z jednym, otwieranym zdalnie, wejściem oraz kilkoma małymi otworami strzelniczymi. Dwa z nich są obstawione przez sterowane komputerowo wieżyczki z ciężkimi karabinami maszynowymi M2HB. We wszystkich zaś zamontowane są kamery, które patrolują przestrzeń dookoła bunkra.
  • Poziom -1 to część mieszkalno-komputerowa. Znajdują się tutaj sypialnia (z odtwarzaczem DVD), spiżarnia, lazaret oraz centrum komputerowe, z którego Bernard zarządza całym budynkiem. Tutaj kierowane są obrazy z kamer, stąd Bernard wprowadza poprawki do programu wieżyczek.
  • Poziom -2 to dawny magazyn broni i pomieszczenie generatora, przerobione przez braci na chłodnie dla ciał ofiar. Jeżeli komuś udałoby się tu dostać i wyłączyłby przepływ prądu, dałby wolną drogę wszystkim atakującym na bunkier. Przestałyby działać kamery, wieżyczki, wszystkie systemy sterowania drzwiami... i winda. Czyli jednocześnie ten ktoś byłby tam uwięziony.



Bracia Brown:
Bernard Brown – chudy, niski cwaniak. Najczęściej ubrany w biały kitel z przytroczonym tasakiem. Nie opuszcza bunkra. Gdy jest sam, chroni go system kamer i wieżyczki, do których ma całkowite zaufanie. Jest najmłodszym z braci, jednak nie przeszkadza mu to w kierowaniu całym tym bajzlem.
Bruno Brown – potężnie zbudowany, nasterydowany półmózg. Fascynują go filmy wojenne, więc wymusił na Bernardzie zszycie mu z ubrań ofiar munduru. Wielki mięśniak w groteskowym mundurze wydawałby się śmieszny, gdyby nie potężny karabin M60. Co zaskakujące, to on jest tym inteligentniejszym z braci bliźniaków.
Barney Brown – ćwierćmózg, którego, gdy śpi, łatwo pomylić z wielkim głazem. Zdaje się niczym nie przejmować. Uwielbia muzykę. Raz zdażyło się, że podczas obławy na jakiś konwój, Barney zasłuchał się w muzykę wydobywającą się z jednego z samochodów i zapomniał, co ma robić. Zawsze jest pod czujną opieką Bruna, ale obaj są siebie warci.

Postapo SS


















- Pamiętam jakby to było wczoraj. Dziadek siedział przy ognisku, dym wylatywał przez specjalną rurę umieszczoną w dachu. Siedział w takim starym fotelu, który kiedyś z ojcem przytachaliśmy z biblioteki im. Jeffreya Archera. Był już bardzo stary, niewielu lekarzy miało leki, których potrzebował. Ale jeszcze jakoś żył. I dzięki Führerowi, bo inaczej bym tu nigdy nie trafił. Kiedy miałem 16 lat opowiedział mi o tym miejscu. Kiedyś aktywnie działał w naszym ruchu, dla naszej sprawy. Ale złamał reguły i go wyrzucono. Aber zusahen. Wtedy, nad tym ogniskiem, zmierzył mnie wzrokiem. Westchnął i, odwracając się do ognia, powiedział:
„Dorosły jesteś. Swój rozum już masz. Ja postaram się tylko opowiedzieć ci o swojej przeszłości. Żeby jednak to zrobić muszę wrócić do czasów sprzed Wojny. Jakieś 100 lat temu była II Wojna Światowa. Walki odbywały się głównie w Europie, a przyczyną było narodzenie się 2 największych ruchów na Ziemi. Naziści i Komuniści. Pierwsi zginęli, drudzy przetrwali. A przynajmniej wszystkim się wydawało, że przegraliśmy. Scheiße. Podaj mi herbatę.”
Posłusznie wstałem i nalałem dziadkowi śmierdzącego płynu z kociołka znad ogniska. Nie była to herbata jak przed wojną. To były tak naprawdę suszone owoce i grzyby. Ale dziadek musiał coś pić.
„Naziści przetrwali, chowali się po kątach. Po 30 latach się skontaktowali, utworzyli coś w rodzaju tajnego stowarzyszenia w USA. Dlaczego tam? Nie wiem. Ale nie były to już te posrane parafaszystkowskie gówna, tylko normalne zrzeszenie ludzi o tych samych poglądach. Planowali, kręcili, zdobywali władzę. Czasem było niebezpiecznie, ale nadal działali. I tak egzystując, jak szczury, niepomni swej dawnej świetności, dożyli czasu upadku bomb. Wrzesień 2020 roku odbił nam się wszystkim w psychice, ale o ile dla większości ludzi to była zagłada, dla nas było to jak odrodzenie. Odrodzenie z płomieni, powstaliśmy na pyle i popiele zniszczonych miast! Nie musieliśmy się już ukrywać! Zaczęliśmy pomagać ludziom, jednocześnie przekonując ich do naszych racji. I rośliśmy w potęgę, bo ludzie potrzebują stałego, niezachwianego światopoglądu. A my im go dawaliśmy!…”
Tu dziadek się rozkaszlał. Widziałem, że tak będzie, za bardzo się ekscytował. Pobiegłem do sąsiedniego pokoju po niewielką plastikową tubę z ustnikiem. Przytknąłem ją dziadkowi do ust i odchyliłem jego głowę. Stary zaciągał się łapczywie, wpijając palce w oparcia fotela. Po paru minutach napad przeszedł, dziadek zaczął spokojniej oddychać. Podniósł porysowane okulary, które mu w międzyczasie spadły na podłogę, i założył je na nos.
„Siadaj młody, poradzę sobie. Faszyści zbudowali zupełnie nowe miasto, od podstaw. Asfaltowych dróg, co prawda nie ma, ale kogo to obchodziło? Apokalipsę przeżyło paru fachowców budowlanych, to i ciepłe domy dało się zrobić i elektrykę jakoś poskładać. W starym mieście odnowiono elektrownię, a kable poprowadzono do wioski. Budynki w wiosce budowano według schematu ściana cegieł, ocieplacz, ściana cegieł. Wypalili sobie nawet dachówki z gliny! Nagie ceglane ściany bielono wapnem. Okna, drzwi, meble przywożono z miasta. Ubrania też. Naziści zorganizowali całą akcję pomocy ludności! Objęli potem stanowiska urzędowe. Powołali swoje wojsko, mają swoje prawa. Zapewniają szczęście!”
Dziadek się uspokoił. Widać miał na uwadze swój wcześniejszy atak.
„Trafiłem tam przypadkiem. Zostałem, bo spodobało mi się ich miasteczko. Wszystko mieli zorganizowane, poukładane. Nie rozpierdzielone jak w reszcie stanów. I po paru latach mnie olśniło! Dlaczego żyjemy, po co żyjemy. Trzeba oczyścić naszą rasę. Pozbyć się nieczystości, śmieci. Od czasów II Wojny zmieniliśmy trochę nasze poglądy. Żydów już chyba nie ma. To zagrożenie zostało wyeliminowane. Moloch nam w tym pomógł. Ale jednocześnie sprowadził na nas inną zarazę! Mutacje! Choroby! Ale nasz naród jest silny. Damy radę skażeniu. Damy radę mutantom. A jeśli znajdziemy jakichkolwiek żydów, to też damy im radę! I komunistom też nie można popuścić!”
Tu dziadek przerwał i dość długo się we mnie wpatrywał. Pamiętam, że wtedy długo i głęboko myślałem nad tym, co mi opowiedział. Chciałem zobaczyć to miasteczko, bo życie w ruinach było beznadziejne.
„Nie opowiedziałem ci tego bez powodu. Ja złamałem zasady. Pomogłem jakiemuś człowiekowi, potem dowiedziałem się, że miał mutację. Nasz burgmeister stwierdził, że była to próba infiltracji, i że jestem zdrajcą. Chcę żebyś tam poszedł. Tu, na pustkowiu, nie ma dla ciebie życia. Tam masz jakąś szansę na zrobienie kariery. I mógłbyś przy okazji oczyścić moje imię.”
Myślałem o tym dość długo. Dziadek poszedł spać, tata wrócił z przeszukiwania ruin. Opowiedziałem mu o rozmowie i, choć widziałem cień niepewności w jego oczach, zgodził się. Następnego dnia spytałem się dziadka gdzie mam szukać faszystowskiej utopii.
„Czyli jednak chcesz oczyścić świat?... Miasto, Outfall Springs, znajdziesz na drodze do Nowego Orleanu, jakieś 20km przed. Uważaj na siebie.”
Tymi słowami rozpoczął nowy rozdział w moim życiu. I teraz wiem, że jego pomoc przypadkowemu mutantowi, była zdradą. –

Rozejrzałem się po zebranych w pokoju rekrutach. Byli młodzi, ale już pełni zapału do pracy. Powodowało to parę problemów, bo sam zapał to nie wszystko. Zresztą zawsze tak było. Rekruci powodowali najwięcej wypadków, mimo najszczerszych chęci. Ale to dobrze. Po treningu będą doskonałym uzupełnieniem Armii IV Rzeszy.

- Dobra! Ruszać dupy! Machen sie Führer lachen auf ihnen Militär! Schnell, schnell, schnell! Zapieprzać na tor przeszkód! Nie ociągać się! Raus!















Nazwa Organizacji: IV Rzesza

Przywódca: Bürgermeister Fredrich Kastner, Rada Miasta: Hans Neumann, Edward Stieler, Heinrich Gestner.

Rejon: Miasto Outfall Springs, Missisipi, nad Zatoką Meksykańską, 20km od Nowego Orleanu, w byłej Luizjanie.

Liczba Członków: około 1500

Uzbrojenie: bardzo dobre

Wyposażenie: dobre

Urbanizacja: Miasteczko zajmuje powierzchnię 12km2, otoczone wałem zbudowanym z worków z piaskiem (4m wysokości, 5m szerokości). Przed workami jest rów głęboki na 1,5m z powbijanymi zaostrzonymi palikami.
Przed rowem rozstawiony drut kolczasty. Za wałem, co 15m, stoją słupy z halogenami i głośnikami. Są 3 bramy wjazdowe: od strony Nowego Orleanu, od północy i od zachodu. Budynki w mieście są zbudowane z cegieł bielonych wapnem, dachy są z glinianych dachówek. Są to niewielkie budynki, najczęściej mają 3 pokoje, ale przynajmniej mają mikrofalówki i czajniki elektryczne. Ratusz dodatkowo posiada dzwonnicę, a zbudowany jest na planie podkowy. W obrębie wału znajduje się również szkoła (im. Stephena Rumsfelda), zbrojownia i koszary (w tym garaż wojskowy). Niedaleko ratusza jest również plac handlowy im. Adolfa Hitlera, na którego środku jest duża studnia. Znaleźć tu można parę barów (najpopularniejszy to SS Totenkopf), jest warsztat prowadzony przez Dustina Spiegelei’a i jego 4 terminatorów. Obok koszar jest również szpital. Przy bramie od strony Orleanu stoi również młyn, przez samą bramę prowadzi gruby, czarny kabel. To połączenie z działającą w Orleanie elektrownią. Silnie strzeżony budynek na obrzeżach Nowego Orleanu, z buchającym dymem z kominów. Palą tam właściwie wszystkim, co mogą znaleźć, a od czasu do czasu trzeba przeczyścić komorę spalania. Ale przynajmniej zapewniają swoim mieszkańcom prąd. Codziennie połączenie jest sprawdzane oraz następuje zmiana w oddziale ochronnym. Cała przestrzeń pomiędzy Outfall Springs, a Orleanem jest zajęta przez pola uprawne (głównie ziemniaki i kukurydza, jest też pszenica). Hodują również zwierzęta, głównie bydło i kozy.
No to teraz już wiesz wszystko. Idź w świat, mój mały. Krzew chwałę naszego przywódcy, Adolfa Hitlera! Krzew chwałę naszej ostoi porządku! Tęp wszystkie zarazy tego świata, szczególnie żydów i komunistów, tym skurwielom nie można odpuścić… IDŹ! Ku chwale IV Rzeszy, rozsławiaj nasz naród! I bądź zawsze dumny z tego, kim jesteś! A jesteś Aryjczykiem! Należysz do rasy półbogów! Inni to tylko zwierzęta, pchane instynktami i chwilowymi potrzebami… Idź… Nie zawiedź nas… Für unsere Führer! Für vierte Reich! Für Welt ohne Juden, ohne Krankheiten, ohne Kommunisten, ohne Mutationen! Für besser Welt! Heil!
- ZA MNĄ !!! -
Każdy oddział potrzebuje dowódcy, każda drużyna lidera, każdy człowiek przewodnika. Tak stary, wszyscy mamy wewnętrzną potrzebę prowadzenia nas za rączkę i bronienia przed złem. Wszyscy, poza takimi jak ty. Siedzisz w okopie pod ostrzałem maszyn? Każdy wie, że zamiast się kulić, to nie dość, że ruszysz do boju, to jeszcze porwiesz do niego innych. Jesteś człowiekiem niezwykle cennym. Nie dlatego, że z zamkniętymi oczyma ustrzelisz sokoła, ani dlatego, że zmontujesz samochód w pół godziny, o nie. Wszyscy chcą się ciebie trzymać, bo się nimi zajmiesz. Bo nie będą już czuli na sobie odpowiedzialności za innych. Nie będą nawet czuli odpowiedzialności za samych siebie! Zorganizujesz nocleg, żarcie, bezpieczeństwo i dobre samopoczucie swojej drużynie. Profitem będzie lojalność, zaufanie i wierność. Wielu podłoży się pod kulę przeznaczoną dla ciebie. Tak stary, oni są święcie przekonani, że nawet jak urwie im mordę, to zorganizujesz im nową, taką masz siłę charakteru!


Sojusze: Związek Handlowy Missisipi-Missouri, Gildie Kupieckie ze stanów dookoła.

Sława: Całe Missisipi, brzegi rejonów wokół.

Wstęp: Od urodzenia lub któraś z cech Aryjskich (blond włosy, niebieskie oczy, biała skóra) i brak mutacji lub poważnie zaawansowanej choroby. Judaizm niedozwolony. Komunizm też.

Potrzeby: Głównie potrzeba im paliwa i amunicji. O resztę potrafią zadbać sami. Jeśli chodzi o cywilne potrzeby, to tych dostarczają wędrowni kupcy. Wszelkie narkotyki mają tam ogromną wartość, ale jednocześnie sami naziści tępią wszelkich dealerów.

Mnożnik Gambli: Niebieskie słupki to alternatywne ceny dla czynników wchodzących w skład innej kategorii: 1) Nauczyciele, 2) Amunicja, 3) Pojazdy.













Pochodzenie: Outfall Springs





















--------------------------------------------------------------------------------

Czysta Rasa: +1 Budowy

Dorastałeś w społeczeństwie, które nie cierpi mutacji i chorób. Wykłada się tam dużo kasy na leki i sprzęt medyczny, więc z ich tępieniem nie było problemu. Utrzymywanie rasy w czystości daje plusy.

Kary z choroby przewlekłej (Pierwsze Symptomy, Stan Ostry) są dla ciebie dwa razy niższe, a pogorszenie stanu zdrowia wymaga dwa razy więcej czasu niż normalnie.

--------------------------------------------------------------------------------

Edukacja: +1 Sprytu

Pamiętasz, że w Outfall Springs jest szkoła? Tak wszyscy musieliście tam chodzić. Lata prawie jak z przed Wojny, sielanka przez cały tydzień… A potem klasówka. Cholerny egzamin z życia.

Dostajesz pakiet Technika na start na 1 oraz dodatkowe 10 punktów na Wiedzę Ogólną.

--------------------------------------------------------------------------------

Waffen SS: +1 Charakteru

Armia IV Rzeszy to nie przelewki. Codzienne ćwiczenia, manewry, a wszystko pod okiem naszego przywódcy. Tylko najlepsi są w stanie obronić IV Rzeszę przed zakusami obcych. Dlatego ćwiczą, i ćwiczą, i ćwiczą. Do utraty tchu, do utraty sił…

Dostajesz pakiety Siła Woli i Kamuflaż na 1.













Profesja: Lider






















--------------------------------------------------------------------------------

Za Mną!:

Terkot karabinów maszynowych, cykanie Geigerów, błyski granatów. Unoszący się zielonkawy dym, duszący, sprawiający, że ledwo co widać. A w tym całym zgiełku, z okopu wynurza się postać w zielono beżowym skafandrze, w masce przeciwgazowej, zachlapana krwią z sztandarem w jednej ręce i AK w drugiej. Biegnie naprzód, na maszyny, z niemym krzykiem na ustach. Ludzie patrzą, w ich sercach drga jakaś nuta. Co rusz któryś z pozostałych wstaje i biegnie z bronią za sztandarem. Pozostali popatrzyli po sobie. Cóż było robić? Pobiegli.

Gracz potrafi porwać swoją drużynę do rzeczy prawie niemożliwych. Podczas szturmu, zatrzymywania wroga lub innego heroicznego wyzwania drużyna automatycznie zdaje testy Morale oraz dostają ułatwienie do testów Odporności Na Ból lub Walki Wręcz i Strzeleckiej w wysokości -20%. Pamiętaj jednak, że dowódca zawsze się wyróżnia. A bez lidera bonusy znikają. Z drugiej strony, jeśli nie będziesz widoczny na polu walki, to też nie będzie bonusu. Przesrane, nie?

--------------------------------------------------------------------------------

Zdolny Przywódca:

Każdy dowódca musi ogarniać, co potrafią jego ludzie. Lider, który nie zna swoich podkomendnych to cipa. Pierwszą rzeczą powinno być zapoznanie się z zespołem. A kiedy już ich pozna, to powinien ich do siebie przekonać. Powinien im pokazać, że nawet jeśli leży dupą do góry, to oni dadzą sobie radę ze wszystkim.

Dostajesz na początek sztuczki „To Się Robi Tak” oraz „Inspiracja” nawet, jeśli nie spełniasz wymagań.

--------------------------------------------------------------------------------

Przeznaczenie:

Tak, tak, stary, rzucasz się w oczy. Twój zespół zawsze chodzi w szyku, w którym jesteś na czele. Kiedy wchodzicie do baru, wyglądasz jak bóstwo z ochroniarzami. Taki twój los stary, że umiesz dowodzić. To twoje przeznaczenie.

Po skończeniu przydzielania umiejętności podwyższ sobie o jeden umiejętności z pakietu Negocjacje. Bonus stary. Od przeznaczenia.

--------------------------------------------------------------------------------

***POWYŻSZY TEKST NIE MA NA CELU PROPAGOWANIA FASZYZMU, ANTYSEMITYZMU I RASIZMU W JAKIEJKOLWIEK FORMIE***

niedziela, 14 listopada 2010

Teatr Narodowy Jacksona Madmana

TEATR NARODOWY JACKSONA MADMANA

WSTĘP
Światła kilkunastu podwieszonych pod sufitem reflektorów zapalają się jednocześnie. Na scenę wchodzi zgarbiony, niski mężczyzna w garniturze. Twarz zasłania mu uśmiechnięta, biała maska. Odkasłuje dwa razy i przeciera dłonie.
- Panie i Panowie, mam zaszczyt zaprosić was na jedyne i niepowtarzalne w swoim rodzaju widowisko! – mówi, a jego zachrypnięty głos toczy się echem po sali. – Już za chwilę zobaczycie luźną interpretację „Hamleta” mojego autorstwa. Życzę… dobrej zabawy.
Schodzi ze sceny i siada na jednym z foteli.
W półmroku można zobaczyć usadowione na innych miejscach ciała. Całe we krwi. Wybebeszone i przeorane.
Przy wejściu na salę stoją dwaj mężczyźni w strojach szlachciców. Trzymają w dłoniach pistolety maszynowe.
Kurtyna odsłania się. Całą scenografię stanowi szklana gablota, ustawiona pośrodku sceny. Na metalowych uchwytach umieszczona w niej została piła. Ręczna. Z brzeszczotem.
Dwójka dzieci zostaje wypchnięta zza kulis. Chłopiec i dziewczynka. Są przerażone, zmizerniałe i chude.
Mężczyzna zaczyna klaskać.
- Ten, kto zabije drugiego, będzie mógł stąd uciec. Jeżeli nie będziecie walczyć, zabijemy obu. Elsynor, dwór Hamleta. Rozmowa Hamleta z Ofelią.
Zanosi się śmiechem.
- Akcja!
Dzieci patrzą po sobie bezradnie, postawione w sytuacji bez wyjścia, jak mysz zapędzona w kąt. Najpierw chcą uciec, desperacja maluje się na ich umorusanych twarzach, ale później daje o sobie znać pierwotny, drapieżny instynkt, chęć przetrwania.
Chłopiec jest szybszy. W jego oczach gaśnie wszelki żar, są teraz pozbawione emocji. Dopada do gabloty. Dziewczynka piszczy i chce uciec, ale scena jest ogrodzona. Chłopiec uderza pięścią w szkło gabloty. Szyba pęka z hukiem. Odłamki sypią się na scenę.
Drżącą ręką chwyta piłę i podchodzi do dziewczynki.
Ta zaczyna wdrapywać się na ogrodzenie, jest przerażona, wrzeszczy, aż ciarki przechodzą po plecach. Lecz jest stanowczo za późno. Chłopiec chwyta ją za sukienkę i z brutalnością zrzuca na podłogę. Słychać trzask złamanej kości. Z ust dziewczynki wydobywa się głuchy krzyk.
Mężczyzna jest w swoim żywiole. Wstaje z miejsca i krzyczy:
- Hamlet: „Czy jesteś uczciwa?”
Chłopiec uderza dziewczynkę pięścią w twarz. Krew ochlapuje mu policzki.
- Ofelia: „Panie mój?”
Dziewczynka zaczyna się odczołgiwać. Puszczają jej zwieracze.
- Hamlet: „Czy jesteś piękna?”
Chłopiec kopie ją w tył głowy. Rozlega się chrzęst. Dziewczynka praktycznie traci przytomność.
- Ofelia: „Co masz na myśli, panie mój?”
Chłopiec przykłada jej piłę do karku. Oddycha głęboko, zamyka oczy.
- I teraz wielki finisz, apogeum szaleństwa, punkt zwrotny hamletowego obłędu!
Chłopiec zaczyna przepiłowywać dziewczynce szyję. Mężczyzna rozchyla szeroko ręce, wchodzi muzyka. Pompatyczna, głośna, rozsadzająca uszy.

I see trees of green........ red roses too
I watch 'em bloom..... for me and for you
And I think to myself.... what a wonderful world.

Krew tryska co chwila na chłopca. Ciało dziewczynki jeszcze wierzga w ostatnim zrywie,
małe obcasiki rysują scenę. Mężczyzna śmieje się opętańczo.

I see skies of blue..... clouds of white
Bright blessed days....warm sacred nights
And I think to myself .....what a wonderful world.

Piła zacina się. Łzy ciekną po policzkach chłopca, rozmazując krew. To nie jest na jego siły. Zachłystuje się powietrzem, zamyka oczy. Ale tnie dalej. Z uporem.

The colors of a rainbow.....so pretty ..in the sky
Are there on the faces.....of people ..going by
I see friends shaking hands.....sayin'.. how do you do
They're really sayin'......I love you.

Brzeszczot przechodzi z chrzęstem przez kręgi szyjne. Chłopiec już nie ma sił. Jest wyczerpany fizycznie i psychicznie.

I hear babies cry...... I watch them grow
They'll learn much more.....than I'll never know
And I think to myself .....what a wonderful world.

Wreszcie kończy pracę. Upada na ziemię, zalewa się łzami, targa nim konwulsja. Wymiotuje. Mężczyzna wzdycha.
- Cóż za wspaniałe przedstawienie! – krzyczy, klaszcząc. – Brawo! Brawo! Bis! Bis! No, teraz się ukłoń. Ukłoń się, powiedziałem!
Chłopiec staje na jedno kolano, potem drugie, wreszcie podnosi się całkiem. Nogi drżą mu jak w febrze. Zagryza wargę do krwi i kłania się nisko. Bardzo nisko.
- Brawo! – Mężczyzna jest wzruszony. – Jesteś najwspanialszym aktorem jakiego widziały Stany! Brawo, brawo, chłopczyku! Przed tobą świetlana kariera!

And I think to myself .....what a wonderful world.



POŁOŻENIE
Tak, ten budynek rodem ze starych filmów w stylu „Przeminęło z wiatrem” stojący pośród morza piasku to właśnie Teatr Narodowy. Trudno dokładnie określić jego położenie, gdyż większość zuchwalców, którzy podeszli do niego choćby na pięć kilometrów, zostało już tam na zawsze. Tylko nielicznym udało się wrócić, a to, co opowiadali, jest przerażające.
Jedno jest pewne – ten duży, secesyjny budynek znajduje się jakieś pięćdziesiąt kilometrów na południe od Salt Lake. Został zbudowany jeszcze przed wojną, ale nie zdążono się nim zbytnio nacieszyć – Moloch zaatakował dokładnie w dniu, w którym odgrywano tam pierwszą, dziewiczą sztukę. Niektórzy pomyleńcy twierdzą, że Jackson grał wtedy główną rolę. Moim zdaniem to bujda wyssana z palców.
W każdym razie Teatr Narodowy nie jest miejscem, do którego warto ruszać dupę przez kilometry pustyni, bez broni i zapasów żywności. Nie jest miejscem do którego warto ruszać dupę w ogóle.
Ale zrobisz co chcesz, prawda?
W końcu kto wie, co można znaleźć w środku? Już wielu pokusiło się na te setki gambli, a teraz siedzą, proszę ciebie, wybebeszeni na widowni. Ale powtarzam, kochaneńki – zrobisz, co tylko zechcesz, he he he.

JACKSON MADMAN
Teraz posłuchaj uważnie. Całym tym draństwem zawiaduje stary, zgrzybiały psychopata. Dobrze słyszysz. Psychol, jak się patrzy, na dodatek sadysta.
Z tego, co nam wiadomo, ma swoją szajkę podobnych mu szajbusów, każe im chwytać wędrujących po okolicy ludzi, a później wystawia różne makabryczne sztuki rodem z „Boskiej komedii” Dantego z nimi w roli głównej. Dantejskie sceny, otóż to. Opowieść powyżej mogła ci już mniej więcej naświetlić, o co chodzi. Jackson nigdy nie cierpi na brak weny twórczej, kolejne sztuki są coraz wymyślniejsze.
Grupa pomocników-ochroniarzy to najprawdopodobniej aktorzy, którzy zjeżdżają się do Teatru Narodowego z całego świata. Tylko aktor może wejść bezkarnie do środka i wyjść bez szwanku. Chociaż zazwyczaj już tam zostaje, wciągnięty w upiorną, ale porywczą wizję Madmana.
Jackson jest miłośnikiem krwi i gambli. Uwielbia mieć kasę. Może to stary syndrom aktora amerykańskiego, który cierpi na kompleks bogacza, a może jedno z wielu dziwactw. W każdym razie – koleś śpi na pieniądzach, możesz być tego pewien.

JACKSON MADMAN
Profesja: Aktor
Współczynniki: Budowa 10; Zręczność 14; Charakter 19; Percepcja 11; Spryt 17
Choroba: Sadyzm
Umiejętności: Pistolety 3; Perswazja 5; Blef 5; Zdolności przywódcze 3; Postrzeganie emocji 6; Zastraszanie 5; Kondycja 1
Ekwipunek: Desert Eagle; Maska teatralna; Garnitur; 500 gambli w całym teatrze według rozporządzenia MG;


AKTOR-OCHRONIARZ
Profesja: Ochroniarz
Współczynniki: Budowa 12; Zręczność 13; Charakter 11; Percepcja 13; Spryt 9
Choroby: różne, w zależności od MG
Umiejętności: Karabiny 2; Pistolety 1; Niezłomność 2; Morale 1
Ekwipunek: różnorodna broń i lekarstwa, zależnie od MG;



SCHWYTANI

Jeśli, brachu, zostaniesz schwytany przez dziwnych gości w strojach teatralnych – masz zdrowo przesrane. Zdrowo. Przez duże Z.
Najpierw cię ogłuszą, zwiążą i przyprowadzą przed oblicze jego świątobliwości Jacksona. Będziesz miał wątpliwą przyjemność porozmawiania z nim sam na sam. Na tym etapie warto zawsze przyznać się do tego, że jesteś aktorem. Jeśli jednak kłamiesz, on to wyczuje. Jest niesamowity.
Każe cię zaprowadzić za kulisy, podczas gdy samemu przygotuje przedstawienie. Później, brachu, gdy wypchną cię już na scenę, musisz pozbawić się wszelkich emocji, pamiętaj. Nawet gdyby kazał ci zabić własną matkę – zrób to. Nie licz jednak, że gdy zwyciężysz – Madman cię wypuści. Nie licz na to, rozumiesz?
Tak więc działaj spontanicznie, gdybyś się tam kiedyś dostał, czego ci z całego serca nie życzę, zapomnij o wszystkim, czego się nauczyłeś, działaj jak maszyna do zabijania.

Reszta jest milczeniem, he he he.
Reszta jest milczeniem.

San Antonio

- Matka! Dawaj łopatę! Na głowie taty jest mucha! - Przecie masz kapcia! Zatłucz!
- Trza większe coś! Ech... Już nieważne... Mucha zjadła tacie głowę...



- Witamy! Radio Free Vegas nadaje! Dzisiaj przeprowadzamy wywiad z jednym z najlepszych biologów w Stanach, panem Marcusem Sadowskim! Pierwsze pytanie: skąd Pan jest? Nasi słuchacze zwracają szczególną uwagę na pochodzenie.
- Po tym jak spadły bomby, nikt nie przejmował się takim wypizdówkiem jak San Antonio. Nowy Jork zaczął odbudowę, Detroit i Vegas przejęły gangi... Słowem: wszyscy mieli nas głęboko w dupie! Tak, wychowałem się w San Antonio! Moje ukochane miasteczko leży w Neodżungli! Uprzedzając pytanie: nie wylazłem z samego środka lasu. Jedna z granic miasta leży już poza obszarem dżungli i mieszkańcy dbają by się to nie zmieniło.
- Czemu stamtąd nie uciekliście? Przecież pieprzenie się z tymi roślinami to musi być katorga!
- To nasz dom, pizdo! Zapamiętaj: u nas każdy, kto się urodzi, jest ważny. Działamy jak jedna zgrana rodzina – to jedyny sposób na przetrwanie. Tak, kurwa, rodzą się u nas dzieci! Dziadek gadał, że to jakieś toksyny z Neodżungli. Od nich rozrosły się roślinki i od nich nam staje. Taki cud natury. Ma to swoje konsekwencje... Każdy z nas jest „specyficzny”. Hehehe... Większość ma w sobie coś z rośliny: jedni mają drewniane łapy, inni mchową podeszwę pod stopami, a mój dziadek umie pluć jakimś żrącym gównem... Ja też jestem zajebisty! Uderz mnie w pierś! No uderz! Boli? No widzisz! To się nazywa naturalna zbroja! Ci, którzy się nie zmutowali, najczęściej unikają walki. Pieprzą się w rozcinaniu tych wszystkich roślin, wyciąganiu toksyn i kwasów... Czasami im się zdarza zrobić coś pożytecznego, na przykład zbroję z najtwardszej kory... Ja tego nie potrzebuję! Hehe...
- I co? Chcesz mi wcisnąć kit, że życie w Neodżungli to takie miodzio? To czemu te rośliny zżerają połowę teksańskiego bydła? Powiedz mi, James, jak wy tam, kurwa, żyjecie?
- Większość roślin żyje z nami w symbiozie, jednak niektóre... Codziennie użeramy się z jakimiś dzikimi pnączami, albo, gdy mamy szczęście, są to tylko wielkie insekty... Często w oddali między drzewami przemyka jakaś maszyna... Gdy je widzimy, zagaszamy wszystkie pochodnie, wyłączamy generatory i modlimy się o przeżycie... Najczęściej udaje nam się wyjść bez szwanku, ale czasami... Ech.
- Ile was tam żyje? Nie powiesz mi chyba, że garstka wieśniaków broni się przed roślinami?
- W San Antonio mieszka teraz 227 osób... A raczej tyle ich było, kiedy stamtąd wyjeżdżałem dwa miesiące temu... Miasto, chociaż małe, ma świetnie prosperujące zaplecze... Sami przerabiamy przedwojenną amunicję na zapalającą, robimy prowizoryczne miotacze ognia, FBL... Co to? FireBall Launcher! Fajnie brzmi...? Potem Ci o tym opowiem więcej... Dużo fajnych gadżetów do fajczenia robią nasi technicy...
- Jak wygląda San Antonio?
- Z tego co widziałem na drodze do Vegas, to bardzo podobnie do Phoenix. Tyle, że każdy budynek jest obrośnięty lianami, pnączami, wielkie drzewa niszczą fundamenty domów... Obudowaliśmy miasto małym murem, zza którego zapalamy wroga... W centrum stoi ratusz. W nim mieszka burmistrz, naukowcy i technicy. To nasz ostatni bastion i jedyny budynek wyższy niż dwa piętra...Ma też dzwonnicę,chociaż w dzisiejszych czasach jest rzadko używana.
- Pewnie nasi słuchacze będą chcieli odwiedzić tą waszą roślinną enklawkę. Jest tam coś wartego zobaczenia?
- Poza roślinami i komarami wielkości motoru? Nic. Jednak jeżeli kiedyś do nas zajrzycie, koniecznie odwiedźcie Boobs'a. Boobs to nasz burmistrz. On świetnie płaci za takie cacka jakie masz w plecaku... A raczej miałaś. Może mój kumpel mało mówi, ale dwa pnącza, które wyrastają mu spod rąk, są cholernie przydatne... Uspokój się, stary! Handy... Oddaj jej wszystko! A wracając do Boobsa... Mało kto dostaje pozwolenie na opuszczenie San Antonio. Dlatego zawsze brakuje nam broni i amunicji. Jesteśmy gotowi zapłacić za nią dużo wyższą cenę niż resztę Stanów. Inaczej ma się sprawa z samochodami i częściami. O ile za paliwo gotowi jesteśmy płacić dużo, to samochody są nam tak samo potrzebne jak gówno w wannie. Kiedyś mieliśmy samochód, to go zabrały rośliny, a potem najechała nas maszyna, na podwoziu z naszego wozu! Dlatego gość w samochodzie ma wyjechać szybciej niż przyjechał. Inaczej szpanera czeka kulka, a jego samochód wywiezienie na pustynię. Widzę, że masz leki? Przydadzą się szczególnie te przeciw zakażeniom i bólowi...
- A co z sąsiadami? Teksas ze swoimi łowcami mutków to nie jest miła okolica, a żeby wyjechać gdzieś dalej, musicie przeciąć obszary rancz... Jak sobie radzicie?
- To jest duży problem. Niektórzy ranczerzy zawiesili z nami broń, inni jednak traktują nas jak swoich wrogów. Nieraz zdarzyło się, że ojciec tolerował naszą odmienność, ale jego pizdusiowaty synek skumał się z sąsiadem i po śmierci tatusia najechał nasze miasto. Miał pecha, bo zżarło go jakieś drzewo. Słowem: nigdy nie możemy być pewni, co nas czeka ze strony Teksasu. Jedna rzecz jest stała: pierwsze spotkanie to ofiary po obu stronach. Nie zapomnę jak jakiś koleś złamał sobie maczetę na moim torsie... hehehe...
- No dobra. Czyli jesteście zajebiści. Ale co z tego, skoro jesteście zamknięci w tym swoim miasteczku?
- Nic. Świat nas nie obchodzi. My przeżyjemy, bo się rozmnażamy. Wy pożyjecie jeszcze trochę, a potem zdechniecie na te wasze choróbska popromienne. A my potem powoli będziemy rozszerzać nasze wpływy...
- Phi! Smart was zniszczy! Hahaha... Moi drodzy słuchacze! Kończymy dzisiejszą audycję! Na koniec dodam, że aby dostać się do San Antonio musicie jechać prosto na wschód od Houston. Nasz rozmówca  zaraz opuści nasze studio... A my kończymy i życzymy miłego ćpania i hazardu!



Pochodzenie: San Antonio(+1 do Percepcji)
Żyjesz w mieście obrośniętym przez rośliny. Codzienne ataki roślin wyczerpują Cię... Gdyby nie to, że jesteście jedną wielką rodziną i wspieracie się nawzajem, nic by nie mogło być tak jak jest... Gdy ty śpisz, twoi sąsiedzi czuwają. Gdy następuje atak, do obrony biegną wszyscy: kobiety, mężczyźni, dzieci, dorośli i starcy, wojownicy i naukowcy, każdy walczy tak jak umie i wspiera pozostałych... Wielu z was pokonuje rośliny ich własną bronią... Walczycie o obronę swojego domu. Wiecie, że gdy wyjedziecie z miasta na poszukiwania broni i by promować miasto, rodzina się was nie wyprze.
Jednak w chwilach między atakami, hodujecie pożyteczne rośliny, macie grządki, ogrody... Staracie się przeżyć tam, gdzie nikt inny nie chciałby wchodzić.

Mam gdzie wracać
Jak to? Wyjechałeś od bliskich, a teraz gadasz: „Nieważne, co zrobiłem, rodzina mi wybaczy”?? W jakim Ty świecie żyjesz??
Masz, gdzie wracać. Wszyscy w San Antonio cię znają i są gotowi ci pomóc (w granicach rozsądku). MG mówi, że nie wszyscy? Przy wejściu do San Antonio rzucasz k20. Wyniki oznaczają, że pamiętają Cię:
1-2 – wszyscy
3-7 – większość osób
8-14 – blisko połowa osób
15-17 – prawie nikt
18-20 – nikt.
Za każdy miesiąc nieprzebywania w San Antonio dodajesz 1 do wyniku na kości, za każdy punkt Sławy odejmujesz 1. Jakie to Ci da wymierne profity? Ustal z MG :)

Greenpeace
Mam zostawić te roślinki w spokoju? Bo to twój własny ogródek? Pojebało cię? Przecież dopiero tu przyjechałeś! To Ci przypomina o domu? Jesteś chory.
Masz manię uwielbienia roślin. Gdy przebywasz w pobliżu jakiejś rośliny (nie goły krzaczek, ale krzaczek z liśćmi już tak) twoje testy stają się o poziom łatwiejsze. Jeżeli dodatkowo bronisz tej rośliny - testy są łatwiejsze o dodatkowy stopień.

Biotechnik
Jesteś kimś, kto w San Antonio zajmuje się dostarczaniem nowego sprzętu i leczeniem. Całe życie spędziłeś na badaniach fauny i flory Neodżungli oraz dziwnych mutacji twoich pobratymców... Tylko co z tego, skoro przed nami pustynia?
Zaczynasz z umiejętnościami Biologia, Chemia i Leczenie Ran na poziomie 2, oraz potrafisz ze śmieci zmontować prowizoryczną broń zapalającą (broń się nie zacina, ale przy wynikach 15-20 rozpada się/wybucha). Może to być granat, amunicja, wyrzutnia... (max. Bardzo Trudny Test Sprytu).


Reguła dodatkowa: MUTACJE
Co ty pieprzysz? Że u was to normalka? Mutujecie w rośliny? I może jeszcze sracie nasionkami? Są tacy? Nie pierdol...
Jesteś pieprzonym mutantem. Działa na ciebie cecha „Coś mi tu śmierdzi”. Ale za to jesteś zajebisty. Jeżeli chcesz wybierasz sobie JEDNĄ z poniższych mutacji. Zapewnia ona ogromne plusy, jednak i tak nie obyło się bez wad. Poza tym odejmujesz sobie 40 od gambli na starcie. Nie zniechęciło cię to? Więc przeglądaj i wybieraj!

Naturalny pancerz
Twoja skóra obrosłą korą, tworząc coś w rodzaju pancerza. Wybierasz sobie jedną lokację na ciele (poza głową). Otrzymujesz tam pancerz o redukcji 2. Nie możesz go zdejmować, ale nie powoduje odparzeń, ani nie możesz się nią w jakikolwiek sposób zranić. Problem jest taki, że twoje rany w tym miejscu goją się dwa razy wolniej i aby móc je leczyć za pomocą konwencjonalnej medycyny potrzebna jest umiejętność Biologii. Wytrzymałość tego pancerza jest równa 5 (regeneracja to 1 punkt na 72 godziny), a gdy się zniszczy, otrzymujesz ciężką ranę tej lokacji i pierwszy punkt regeneruje się aż tydzień. Do tego czasu twoja wytrzymałość na tej lokacji to tylko dwie rany Ciężkie.

Pięściarz
Uderzyłeś kiedyś w drzewo? Boli, nie? To wyobraź sobie, że jak ty uderzasz, to wrogowie właśnie tak się czują, tyle że to drzewo uderza w nich. Twoje pięści obrosły korą, co powoduje, że zadają obrażenia jak kastet oraz są tak szorstkie, że gdy kogoś (lub coś) złapiesz, to ma o jeden poziom trudniejsze testy na wyrwanie się. Za to ty masz o poziom trudniejsze testy wymagające precyzji manualnej (w tym strzelania).

Twardogłowy
Twoja głowa wygląda jak mały pniaczek (obrosła korą), a włosy ci nie rosną. Otrzymujesz redukcję obrażeń 1 na głowie i szyi. Co daje ci tyle, że strzały w głowę zadają normalne obrażenia. W zamian za to masz o poziom trudniejsze testy Wypatrywania, Nasłuchiwania i o 30% trudniejsze testy kontaktów z ludźmi (poza Zastraszaniem).

Plujka
W twoich ustach wytworzyły się gruczoły ze żrącym kwasem. Potrafisz nim pluć na odległość max. 3 metrów, zadając ranę Ciężką ciała, lub niszcząc jeden punkt Redukcji pancerza. Sam jesteś odporny na jego działanie. Wszystko byłoby pięknie, gdyby nie jedna rzecz... Za każdym razem gdy coś jesz, rzucasz k20. Wynik powyżej 15 powoduje wyciek kwasu z gruczołów i zmarnowanie tego co miałeś zamiar zjeść. Jeżeli z jakiegoś powodu kichniesz, wykonujesz podobny rzut i wynik powyżej 10 powoduje oplucie tego co jest przed Tobą kwasem.

Greenman
To wygląda jak choroba... Twoja skóra jest zielona! Wyglądasz jak pieprzony ufok! Ludzie z reszty Stanów się ciebie brzydzą...Ale ty masz to w dupie. Potrafisz sam wytwarzać pożywienie dla swojego ciała! Jeżeli tylko masz dostęp do słońca, nie musisz jeść... Tylko jest jedno ale... Musisz pić. Najlepiej wodę mineralną. Tak, zadowolisz się napromieniowaną wodą z kałuży. Ale powtarzam: ludzie się ciebie brzydzą. Masz o poziom trudniejsze testy kontaktów z ludźmi, a ci psychole szukający aktywności z kosmosu mogą chcieć Cię złapać i „zbadać”...

Grasskin
Prawie całe twoje ciało zamiast włosów pokrywa trawa. Gdy jesteś nagi lub prawie nagi, masz o dwa poziomy łatwiejsze testy Kamuflażu na terenach leśnych i trawiastych. Za to na innych są one o poziom trudniejsze (chyba, że się ubierzesz). Poza tym testy kontaktów z ludźmi masz o poziom trudniejsze.

Mackoręki
W pobliżu rąk wyrastają ci macki długości ok. 1 metra (po jednej na każdą stronę). Potrafisz je kontrolować w takim samym stopniu jak ręce czy nogi. Możesz nimi atakować* (utrudnienie podstawowe to 30%); podlega pod Bijatykę), lub podnosić przedmioty (max. masa przedmiotu w kilogramach = Budowa/5), jednak raczej nie możesz się na nich huśtać. Trafienie w mackę to utrudnienie 120%, jednak po stracie macki nie zregeneruje się ona już nigdy, jednak może zostać przyszyta (jak każda inna kończyna). Macka ma wytrzymałość jednej Ciężkiej rany (nie liczy się do limitu obrażeń, ale zdajesz testy Odporności na ból).
*Budowa 12- sD/sD/sD
Budowa 14- sD/sD/sL
Budowa 16- sD/sL/sL
Budowa 18- sD/sL/sC
Budowa 19+ sL/sL/sC

Flower Power
Twoją pierś porastają kwiaty. Są piękne itp., możesz wyrwać z siebie mały bukiecik kwiatów (Draśnięcie; masz kwiatków na 3 małe bukieciki, bukiecik odrasta przez 3 dni) i wręczyć go potem jakiejś babce, od której czegoś chcesz (o poziom łatwiejsze testy kontaktów z nią) lub go sprzedać. I masz jeszcze jeden bonus: brak żadnych minusów.
Uwaga! TYLKO DLA MĘŻCZYZN (ta mutacja kosztuje tylko 20 gambli)

Cheri Lady
Jesteś niespotykanie piękna, a twój pot pachnie wybranym przez Ciebie owocem. Brzmi śmiesznie? Może, ale to są darmowe perfumy, które przyciągają wszystkich samców. Masz o poziom łatwiejsze testy w stosunku do każdego samca (który interesuje się kobietami) i można destylować perfumy z twojego potu (Trudny test Chemii) i potem je sprzedać. Ta mutacja nie ma wad!
Uwaga! TYLKO DLA KOBIET (ta mutacja kosztuje tylko 20 gambli)



Przykładowa broń z San Antonio:
FBL – FireBall Launcher
Widziałeś kiedyś w życiu kuszę? Tak... Taki łuk ze spustem jak od karabinu... No i widzisz... A chłopaki z San Antonio budują coś co wygląda jak jednolufowy obrzyn, ale działa na podobnej zasadzie co kusza. Tylko tam zwalniana jest jakaś bardzo silna sprężyna... Ale nie to jest najważniejsze... Oni ładują tam piłki tenisowe! Piłka jest oblewana łatwopalną substancją, potem przelatuje przez tunel, gdzie ociera się o zapalający ją papier ścierny przylepiony do wewnętrznych ścian tunelu, by następnie uwolnić się z tunelu i lecieć w stronę wroga... Gdy w niego pieprznie, robi się cudowny wybuch i dany przeciwnik jest wyłączony z gry! No dobra... Celne to nie jest. Zasięg ma krótki. Ale jak taka piłka uderzy w tłum, to płomienie rozbryzgują się na całą grupkę!
Składniki: piłki tenisowe, papier ścierny, łatwopalna substancja, metalowe puszki na tunel, metalowy lub drewniany stelaż (łamany)
Sposób użycia: przygotowujemy pocisk: piłkę tenisową przebijamy i wypełniamy łatwopalną substancją. Dla pewności polewamy ją też z zewnątrz. Broń łamiemy, wrzucamy piłkę, zamykamy broń. Celujemy we wroga, naciskamy spust. To nie takie trudne prawda? Ważna uwaga. Nie możesz celować w dół. W najgorszym wypadku idealnie na wprost. Dlaczego? Lekkie naciśnięcie spustu powoduje podniesienie się blokady piłki(zamontowanej, żeby piłka nie wypadła ci przez przód lufy), zaś dopiero mocniejsze zwalnia sprężynę wywalającą piłkę naprzód.
Statystyki:
Obrażenia: sL przy uderzeniu + poparzenia Krytyczne przez max. 2 tury (niełatwopalny pancerz zatrzymuje całe obrażenia)
Zasięg: zależny od sprężyny (ok. 20 m), przy przekroczeniu 2/3 zasięgu piłka może nie wybuchnąć (za mała energia uderzenia; k20 =14+ piłka nie wybuchła), zadaje tylko sD i wybuch obejmuje dwa razy mniejszy obszar.
Obszar wybuchu:
























Cennik procentowy San Antonio:
Paliwo (do podpaleń) – 200-300%
Elektronika – 50%
Mechanika – 75%
Prochy – 50%(narkotyki), 100% (na choroby przewlekłe), 200% (przeciwbólowe)
Broń – 200%
Żywność – 100%
Usługi speców – 100%

poniedziałek, 25 października 2010

Miasto Mgieł

Wszyscy uwielbiali wujka Joe. To była niezaprzeczalna prawda. Nie dość, że umiał strzelać to znał znakomite historie i to nie takie wyssane z dupy! Takie prawdziwe, które i dawały nadzieję i potrafiły sprawić, że największy twardziel w wiosce nie mógł spać tej samej nocy, w której usłyszał „bajkę”. O tak. Joe wiedział jak to się robi. Bardzo dobrze wiedział.
Pewnego razu znów zatrzymał się u nas. Tak samo jak zwykle rozłożył się na krześle na środku sali i powiedział. –No moi drodzy. Czas na bajeczkę.- Zawsze tak zaczynał, ale nigdy więcej nie opowiedział tej historii. Mógł przestraszyć się tego, że jeden ze staruszków pod koniec zszedł na zawał albo sam się zaczął czuć to, co słuchacze, nie wiem, ale nigdy więcej jej nie opowiedział. Historii o Mieście Mgieł.
Wierzcie lub nie, ale istnieje miasto, które dotknęła apokalipsa jeszcze przed wojną. Nie z powodu Molocha czy jego pierwotworu. Ludzie sami się zniszczyli. Na dziesięć lat przed pierwszymi rakietami stworzono broń biologiczną, która miała być ostatecznym rozwiązaniem wszelakich konfliktów zbrojnych, ostateczną kartą przetargową USA w każdej wojnie. Projekt ten nazywał się „Mgła”. Realizowany był w tajnej bazie wojskowej w Kolorado. Wszystko szło niemalże idealnie. Cokolwiek było w zasięgu Mgły automatycznie zostawało zatrute pewnym charakterystycznym rodzajem choroby, jednak pojawił się problem. Mgła po około pięciu minutach znikała, co sprawiało, że w warunkach bojowych byłaby zupełnie nieskuteczna. Przez dwa lata naukowcy nie rozwiązali tego problemu. Cały trik polegał na fakcie, że skład chemiczny gazu był dokładnie taki sam jak normalnej mgły z tą różnicą, że cząsteczka była zbudowana w taki sposób i takich izotopów, że wywoływała tzw. „Syndrom Mgielny”. Pomysł sam w sobie był genialny, ale problemem był fakt, że Mgła zachowała wszelakie właściwości fizyczne zwykłej mgły. Rozwiewała się równie szybka jak zwykła, co powodowało, że żeby nią zaatakować trzeba by było na stosunkowo mały cel zrzucić, co najmniej pięćdziesiąt bomb. Oczywiście wojskowi wymagali skomasowania tego do jednej, ale wydawało się to niemożliwe. W końcu pewien do dziś anonimowy naukowiec wpadł na to jak wyeliminować problem rozwiewania się specyfiku. Otóż wprowadził w związku zmiany, które umożliwiały przyłączanie do niego zwykłego powietrza, co prowadziło do przekształcania go w Mgłę. Mogłoby się zdawać, że to koniec problemów, jednak żeby mgłą okryć całe średniej wielkości miasto, trzeba by czekać z pół roku po zrzuceniu tych nieszczęsnych pięćdziesięciu bomb. W pewnym momencie postawiono pytanie czy przypadkiem cztery lata badań nie poszły na marne. Mimo wątpliwości kontynuowano prace nad rozprzestrzenianiem się Mgły. W końcu udało się sprawić, aby ruch i wszelakie wybuchy wewnątrz przyspieszały mnożenie się jej. Pomysł ten był remedium na wszelakie słabości Mgły, jednak wojskowi wyczuli w tym niebezpieczeństwo. Bo jeśli nie uda się w żaden sposób zatrzymać Mgły to w końcu pokryje całą planetę. Na to również znalazło się rozwiązanie. Stworzono całą gamę środków do przeciwdziałania Mgle. Od związków do usuwania jej, poprzez uodporniające na jej działanie do usuwających skutki „Mgielnego Syndromu”. Niestety nie udało się sprawić, aby sama wyznaczała swoje maksymalne granice przyrostu. Badania zostały zakończone. Odbył się wielki bankiet. Podczas niego, kiedy tylko wybiła dwunasta, wybuchła bomba. Podłożył ją działacz ruchu ekoterrorystycznego, który miał (prawdziwe) informacje, że w tym ośrodku wojskowym są prowadzone badania nad bronią, która to jest testowana na zwierzętach a także więźniach skazanych na karę śmierci. Wybuch skąpał całe Denver w morderczej bieli.
Było to około półtora roku przed powstaniem Molocha. Wybudowano wtedy gdzieś z dziesięć stacji wojskowo-badawczych przeznaczonych wyłącznie od zatrzymania Mgły. Okazało się, że przeciw działający gaz działał tylko na dość małe ilości związku i nie jest w stanie sobie poradzić z kataklizmem wielkości Denver. Zaczęto rozpaczliwe prace nad ulepszeniem tzw. AntiM-u jednak udały się dopiero na tydzień przed Molochem. Do baz dotarł około godziny przed nim. Nie udało się użyć ich przed uderzeniem. Tyle w tym szczęścia, że w te okolice nie uderzyło nic ciężkiego i wszystko obok miasta. Skala zniszczenie i tak była zatrważająca. Skażenie rozprzestrzeniło się dwukrotnie a środki, którymi dysponowali wojskowi zdołały ledwie ograniczyć Mgłę do poprzednich rozmiarów. Poza tym, kto by się przejmował Teraz takimi drobnostkami…
Słów parę o dzisiejszym Denver:
- Jest całe pokryte Mgłą, razem z przedmieściami oraz okolicznymi terenami. Aktualnie strefa skażenia rozszerza się z prędkością od metra do dziesięciu na rok.
- Kontakt z Mgłą sprawił, że stworzenia w mieście zmutowały (włącznie z ludźmi, którzy jeszcze mogą się zakwalifikować jako homo sapiens, po prostu nie są mutantami sensu stricte). Teraz tworzą własny unikatowy ekosystem.
- Naukowcy nie wiedzieli, że Mgielny Syndrom działa tylko w terenach nieobjętych Mgłą. Więcej w opisie choroby.
- Cecha z profesji Łowca mutantów dająca -20% do wszystkich akcji przeciw mutantom nie odnosi się do stworzeń z Denver, które zostały dopiero, co spotkane przez Łowcę. Działa dopiero po drugim spotkaniu (o ile przeżyje…). Wynika to z powodu szczególnej specyfiki samego Denver i co za tym idzie: mutków, które tam występują.
- Maszyny Molocha nie funkcjonują w Mgle. Od pierwszej minuty przebywania we Mgle otrzymują draśnięcie na każdą minutę przebywania, od czwartej, ranę lekką, od piątej ciężką a po siódmej otrzymują krytyki. Tak samo traktuje się wszystkie elektroniczne urządzenia w obrębie Mgły. Podzespoły w ten sposób zniszczone nadają się tylko do wymiany, chyba, że ktoś wykona test elektroniki na poziomie arcytrudny, kiedy ten się uda będzie można wykonać test elektroniki o pozom wyższy niż normalnie. To jest naprawa wyłącznie prowizoryczna i urządzenie będzie działało tyle godzin ile naprawiająca postać ma poziomów w elektronice.
- Wszelakie czynności wykonywane we Mgle podlegają specjalnym zasadom.
Słów parę o samej Mgle:
- Wywołuje chorobę zwaną Syndromem Mgły. Jest to jedyna franca, jaką mogą mieć na przewlekłą ludzie pochodzący stąd i nikt się przed nią nie uchronił…
- Rozprzestrzenia się z tempem od jednego do dziesięciu metrów na rok. Każdy wybuch, wielkości spowodowanej przez np. granat, daje jej dodatkowy centymetr każdy wybuch siły dwóch granatów, dwa centymetry itd.
- Na pewnych powierzchniach potrafi osiadać jako śliski śluz, przez co bohaterowie wykonujący inne akcje niż chodzenie, wiążące się z utrzymaniem równowagi (podnoszenie czegoś ciężkiego, bieg, strzelanie, walka wręcz itd.) mają dodatkowe utrudnienie + 30%. Istnieje możliwość, że po niezdanym teście przewrócą się.
- Widoczność w okolicach Denver gdzie Mgła jest jeszcze rzadka wynosi do 50 metrów, na przedmieściach od 40 do 30 metrów, w samym mieście od 25 do 15 metrów a w centrum od 10 do nawet 5 metrów. Strzelanie powyżej tej odległości jest niemożliwe, jeśli postać używa tylko wzroku. Jeśli celuje na słuch musi zdać bardzo trudny test nasłuchiwania. Jeśli się powiedzie postać może strzelać mając pewność, że strzela we właściwym kierunku (tak jakby wiedział gdzie się dokładnie znajduje sylwetka postaci) z utrudnieniem + 30% ponad to nie może celować. Jeśli jednak strzela w istotę w zasięgu wzroku a owa jest ponad połowę zasięgu widoczności od bohatera nie musi wykonywać testu i może celować jednak utrudnienie pozostaje. Jeśli jednak wróg jest bliżej niż połowa widoczności strzelasz z karą zaledwie + 15%.
- Mgły nie da się rozwiać. Rozwija się mniej więcej sferycznie od centralnej jej w tej chwili części. Tam tez jest największe jej zagęszczenie (nie w centrum wybuchu, ale miasta). Kiedy jesteś w centrum miasta masz wszystkie testy budowy o poziom trudniejsze, ponieważ jest ci ciężko oddychać. Ponad to, jeśli jesteś w centrum dłużej niż 12h otrzymujesz za każdą następną godzinę lekkie obrażenia układu oddechowego. Te zasady obwiązują nawet, jeśli jesteś pod wpływem środków uodparniających na wpływ Mgły.
-Przed mgła chronią:
1)Kombinezony przeznaczone przeciw Mgle (tzw. Przeciwmgielny). Są do znalezienia na terenie Denver oraz w bazach, które przed wojną badały sposób usunięcia Mgły. (Dostępność w Stanach: 1%; w Kolorado: 15%; w Bazach 50%; w Denver 20%) (100- 400G sztuka, zależy, w jakim stanie i jakie filtry, filtr na 7 dni jest wart 30G; na 21 dni jest wart 70G, na 70 dni jest wart 230G)
2) Tabletki StopM uodparniające na wszelakie negatywne skutki Mgły (razem ze zmianą koloru skóry) na okres 48h. (pudełko z dziesięcioma sztukami warte 100G, pojedynczo 6-7G)
3) Szczepionki StopM+. Tak jak StopM, ale działa 96h. (15-20G sztuka)
4) Szczepionki CureM usuwają efekty Mgielnego Syndromu, ale tylko u ludzi, którzy nie urodzili się w Denver. (50-80G sztuka)
5) W pewnym stopniu zwykłe kombinezony chroniące przed skażeniami i radiacją, ale te szybko się zużywają.
6) Spierdalanie przed Mgłą. (Najskuteczniejszy! Darmowy!)
- Mgłę można zwalczać za pomocą AntiM-u. Urządzenie do jego rozprowadzania wygląda jak regularny miotacz płomieni a samo rozpylanie przypomina zionięcie błękitno szarym płomieniem. Do urządzenia podłącza się dwie pięciolitrowe butle ze specyfikiem( jedna waży około sześciu kilo). Wystarczy to na całkowite oczyszczenie 20m sześciennych powietrza. Taka dziura zamyka się w tempie metra na dzień. Co ciekawe te chemikalia zadają obrażenia istotom zamieszkującym Mgłę (ludziom nie). Wygląda to tak. Całe ustrojstwo waży 20 kg i w ciągu segmentu wystrzeliwuje gaz mogący oczyścić 1 metr sześcienny w stożku o długości pięciu metrów szerokim przy końcu na dwa metry, co sprawia, że można celować nim tylko w jedno stworzenie i celowanie to nie sprawia wielu problemów (suwak o dwa w dół). AntiM zadaje jedną ranę ciężką na segment. (Rozpylacz 100G, Butla 40G sztuka)
Słów parę o Mgielnym Syndromie:
Generalnie to paskudna choroba. Twoja skóra blednie do papierowej bieli, oczy robią ci się przekrwione, kiedy słońce świeci ci w nie a same promienie słoneczne, które padną na twoją skórę będą parzyć jak cholera. Jakiś mądry gostek kiedyś mi powiedział, że to z powodu nadwrażliwości na promienie UV. Gadał jakimś chińskim angielskim o… H dwa pięć? Nie wiem, w każdym razie ta choroba coś pierdoli w twoim ciele tak, że na słońcu zaczynasz się rozkładać żywcem. Jeśli chodzi o zarażanie się to sprawa jest prosta. Urodziłeś się w Denver, jesteś chory. Przebywałeś w Denver siedem dni? Ten kolor skóry i palące słońce utrzymają się trzy razy dłużej… To znaczy trzy tygodnie, debilu! Jak się wyleczyć? Jeśli urodziłeś się we Mgle nie pozbędziesz się tego. Jeśli jednak po prostu przechodziłeś tędy to wystarczy, że weźmiesz jedną dawkę CureM i już po krzyku…
Z tą chorobą jest o tyle śmiesznie, że nie ma na to lekarstwa (chyba, że masz to jako chorobę zakaźną, patrz wyżej). Po prostu nie możesz wystawiać ciała na słońce, bo skóra zacznie ci odchodzić razem z mięsem. Ale nie martw się, wystarczy się porządnie ubierać…
Pierwsze symptomy:
Pierwsza godzina na słońcu. Pojawiają ci się pierwsze poparzenia (jedno za każdy kwadrans na słońcu), które co turę zadają ci draśnięcie i zmuszają do rzutu na niezłomność (problematyczny) inaczej zaczynasz się drapać, co zmieni draśnięcie w ranę lekką. Ta faza, nawet, jeśli rozdrapiesz wszystko, co możesz, nie zostawia stałych śladów czy blizn.
Stan ostry:
Kiedy się skończy pierwsza godzina męczarni następuje pół godziny stanu ostrego. Wygląda to tak samo jak wyżej tylko, co kwadrans lekka i test na niezłomność (tym razem Trudny). Jeśli nie zdasz lekkie zmieniają się w ciężkie. Ponad to zaczynasz się potwornie pocić i masz dziwne tiki, które znikają tylko, kiedy się drapiesz… Do krwi. +30% w interakcji z innymi postaciami. Zostają ci małe ślady.
Stan krytyczny:
Następne pół godziny to moment przesilenia choroby z poważnej niewygody do stany zagrożenia życia. Nadal dostajesz lekkie od poparzeń i ciężkie, jeśli nie zdasz testu z tym, że teraz to jest bardzo trudny test niezłomności. Już się nie pocisz, bo nie masz czym, ale tiki pozostają ci nawet jeśli wydrapiesz sobie oczy. +60% do interakcji i trudny test kondycji jeśli chcesz się gdziekolwiek ruszyć. Twój czas mija… A! Będą blizny…
Stan terminalny:
Razem ze skórą odchodzi mięso. Wszędzie wdaje się martwica a twoje ciało śmierdzi jakby ktoś cię właśnie spalił. Nie masz szans powiedzieć niczego więcej niż „Kurwa!”. Wytrzymasz jeszcze dziesięć max piętnaście minut… Mózg umiera ostatni.
POCHODZENIE: Miasto Mgieł
Percepcja +1
Ludzie z Miasta Mgieł to naprawdę świry. Cali opatuleni nawet w największy skwar, skóra blada a jak puścisz takiemu zajączka to mu oczy krwią nabiegają. Serio. Od tych ludzi lepiej trzymać się z daleka. Może to jakiś mutek czy coś…
Mglisty immunitet
Ciebie już nic nie ruszy. Mgła przeniknęła do twojego krwioobiegu. Od urodzenia twój system immunologiczny nawala się z najgorszą chorobą, jaka zna ludzkość i wiesz co? W pewnym sensie masz farta. O co mi chodzi? Dzięki temu, że twój system odpornościowy napierdala się każdego dnia o przetrwanie to taki syndrom obcego czy arszenik nie mają szans. Po prostu wszystkie testy odporności na każdy syf, jaki chcesz jest łatwiejszy o poziom. No, z radiacją jest gorzej, bo redukuje się tylko 25% obrażeń i zmian, jakie wywołuje, ale tak to bez problemu może posuwać dziwkę z HIV a potem przegryźć to zgniłą konserwą z czymkolwiek chcesz… To cię już nie rusza.
Posłuchaj jak mu krew leci!
Może Mgła zabiera więcej niż daje, ale za to dzięki nie wiesz, na czym naprawdę można polegać. We mgle niewiele zobaczysz. Węch też na nic ci się zda. Musisz po prostu słuchać. W ciszy zawsze kryje się ten dźwięk, który tyle razy uratował ci dupę. Skojarzyłeś zdrową dupę z tym dźwiękiem i już jesteś na prostej. Masz +3 do percepcji, jeśli dotyczy ona testów słuchu oraz zaczynasz z pakietem Czujność na pierwszym poziomie.
Instynkt
Wiadoma rzecz, że jeśli ktoś cały czas jest celem to albo zdechnie, albo zwieje, albo sam zacznie polować. Ty należysz do tych ostatnich, lub przed ostatnich. Najpierw uciekałeś, zawsze tak jest, ale kiedyś w końcu udało ci się upolować sukinsyna. A kiedy już ci się udało… Takich rzeczy się nie zapomina. Zostają w człowieku. Jak Mgła. Zaczynasz z pakietem Sprawność na pierwszym poziomie, dodatkowo umiejętności związane z walką (Walka wręcz, Broń strzelecka, Siła woli, Pirotechnika) lub umiejętności związane z przetrwaniem (Orientacja w terenie, Spostrzegawczość, Kamuflaż, Przetrwanie) są o 25% tańsze, kiedy wykupujesz je za doświadczenie (Sprawność również).